Klasa 5.
poniedziałek,
11 maja 2020 roku
Klucz do tajemniczego ogrodu.
(do zeszytu)
1. Narysuj klucz do tajemniczego ogrodu.
2. Ułóż zdanie z sylab rozrzuconych wokół klucza.
-kry, -skarb, -jem, ma, u-, -ni-, -cę, Kto,
ta-, swą, w rę, -kach, -wa.
3. Zapisz je w zeszycie.
………………………………………………………………………………
4. Czy potrafisz wyjaśnić sens utworzonego zdania?
……………………………………………………………………………….
PRACA DLA CHĘTNYCH
Złącznik
Przeczytaj fragment lektury Frances H. Burnet Tajemniczy
ogród.
ROZDZIAŁ VII.
KLUCZ OD OGRODU.
KLUCZ OD OGRODU.
W dwa dni po
tym wszystkim, Mary, otworzywszy z rana oczy, usiadła niezwłocznie na łóżku i
zawołała Martę.
— Spojrzyj na step! spojrzyj! — zawołała.
Deszcz ustał, a szarą mgłę i obłoki w nocy wiatr
rozwiał. Wiatr także ucichł, a ponad stepem jaśniała świetna, ciemnoszafirowa
kopuła niebios. Mary nigdy, nigdy nie myślała, by niebo mogło być tak
szafirowe. W Indiach bywało rozpalone, płomienne; tutejsze miało głęboki,
chłodny błękit, niby jeziora bezdennego, a tu i owdzie, wysoko, wysoko, płynęły
małe, śnieżno-białe obłoki. Rozległy obraz stepu sam pobłękitniał, porzucając
swą ciemną, szaro-purpurową, smutną szatę.
— Aha! — rzekła Marta z radością. — Huragan ustał.
Zwykle tak bywa o tej porze roku. Jedna noc, i już go niema, jakby udawał, że
nigdy tu nie bywa i być nie myśli.
— A ja myślałam, że w Anglii wciąż pada i wciąż ciemno —
odparła Mary.
— Oj, co to, to nie! — rzekła Marta, siadając na piętach
wśród swych szczotek i czernidła.
— Yorkshire to najsłoneczniejsze miejsce na świecie, jak
słońce świeci. Zaraz mówiłam, że tylko poczekać trochę, to już
panienka stepy polubi. A niech tylko panienka poczeka, aż zakwitnie janowiec i
żarnowiec żółty, a wrzosy czerwone, a niech no motylki zaczną latać, a
pszczółki brzęczeć, a skowronki śpiewać! To panienka o wschodzie słońca będzie
chciała w step polecieć i dzień cały po nim biegać, jak Dick! — A czy będę mogła tam pójść? — spytała Mary smutno,
patrząc przez okno na daleki błękit. Było to dla niej nowe, potężne, przedziwne
i tak niebiańsko błękitne!
— Bo ja wiem? — odparła Marta. — Panienka nigdy nie
wprawiała się w chodzenie, odkąd panienka żyje, tak mi się coś zdaje. Nie
uszłaby panienka pięciu mil angielskich. Bo pięć mil jest stąd do naszej
chatki!
— Chciałabym bardzo widzieć wasz dom.
Marta ze zdziwieniem i ciekawością spojrzała na nią, po czym
zaczęła znów czyścić kominek. Pomyślała sobie, że ta drobna, mała twarzyczka
nie wygląda wcale taka skwaszona, jak owego pierwszego ranka, kiedy tu
przybyła. Była raczej podobna do małej Zuzi, gdy ta o coś bardzo prosiła.
— Poradzę się matki co do tego — rzekła. — Ona jest
jedną z tych, co zawsze wiedzą, jak się do czego wziąć trzeba. Dzisiaj moja
wychodne, i idę do domu. O! Jakam też rada! Pani Medlock bardzo matkę szanuje.
Może będzie matka mogła z nią pomówić.
— Wierzę — przyznała Marta, nie przerywając czyszczenia.
— Nigdy jej nie widziałam — dodała Mary.
— Wiem — odrzekła Marta.
Usiadła na piętach, potarła koniec nosa ręką, jakby
zdziwiona na chwilę, po czym dodała stanowczo:
— Tak, matka jest dobra, pracowita, wesoła i porządna,
że nie można jej nie lubić czy ją się zna, czy nie. Jak w mam wychodne idę do domu, to skaczę z radości z chwilą, gdy na wrzosy wchodzę.
— I Dicka też lubię, a nie widziałam go nigdy — dodała
Mary.
— Ano, toć powiedziałam panience — odparła Marta z
godnością — że nawet ptaki go lubią i króliki, i owce dzikie, a nawet i lisy.
Ciekawa jestem, co by Dick o panience powiedział? — dodała, patrząc na Mary w
zamyśleniu.
— Nie lubiłby mnie — powiedziała na swój dawny, szorstki
sposób. — Nikt mnie nie lubi.
Marta znów się zamyśliła.
— A czy panienka lubi samą siebie? — zapytała takim
tonem, jakby rzeczywiście chciała wiedzieć.
Mary zawahała się chwilkę i zastanowiła się.
— Doprawdy, wcale nie — odrzekła. — Ale nigdy przedtem o
tem nie pomyślałam.
Marta skrzywiła się zabawnie, jakby przypominając coś
sobie.
— Matka tak do mnie raz powiedziała. Stała przy bali, a
ja byłam zła i zaczęłam wygadywać na ludzi, a ona odwraca się do mnie i mówi:
«Ty mała czarownico! Co ty sobie myślisz, żeby mówić, «tego nie lubię — a
tamtego nie lubię. A siebie lubisz?» Roześmiałam się i zaraz się opamiętałam.
W doskonałym humorze pobiegła do domu, skoro tylko
podała Mary śniadanie. Miała zrobić pięciomilowy spacer i pomóc matce uprać i
upiec chleba na tydzień, i całą duszą się radować.
Mary pod jej nieobecność czuła się więcej samotną, niż
zwykle. Wyszła do ogrodu, jak mogła najśpieszniej, i najpierw obiegła ogród z
fontanną dziesięć razy dokoła. Liczyła starannie, ile razy przebiegła, a gdy
skończyła, poczuła się w lepszym humorze. Słońce nadawało całkiem inny
wygląd całemu ogrodowi. Wysoka, błękitna kopuła niebios zaciągała się i
nad Misselthwaite, a Mary, w górę podniósłszy główkę i patrząc w niebo,
rozmyślała nad tym, jak by się miało uczucie, żeby tak można położyć się na
jednym z owych śnieżno-białych obłoczków i hen w dal popłynąć. Weszła potem do
pierwszego ogrodu warzywnego i zastała tam Bena Weatherstaffa z dwoma innymi
ogrodnikami. Wydawać by się mogło, że zmiana powietrza i na niego dobrze
wpłynęła. Pierwszy do niej zagadał.
— Wiosna się zbliża — rzekł. — Czuje panienka?
Mary poczęła wciągać noskiem powietrze, i zdawało jej
się, że poczuła.
— Czuję coś miłego, świeżego, wilgotnego — odparła.
— To ta kochana, bogata ziemia — odparł ogrodnik, kopiąc
dalej. — Cieszy się ona, że już gotowa do przyjęcia ziarna w swe łono. Wesoła
ona, gdy czas siewu nadchodzi. Nudno jej zimą, jak nie ma nic do roboty. W
ogrodach kwiatowych zaczną roślinki kiełkować. Słoneczko je ogrzewa. Niedługo
już zobaczy panienka, jak to małe zielone kiełki z czarnej ziemi wychodzą.
— A co z nich będzie? — spytała Mary..
— Krokusy, pierwiosnki, narcyzy. Zna je panienka?
— Nie, nie znam. Po deszczach w Indiach wszystko jest
zielone — rzekła Mary — i mnie się zdaje, że tam w jedną noc wszystko wyrasta.
— Nasze kwiatki nie wyrastają w jedną noc — rzekł Ben
Weatherstaff. — Będzie panienka musiała na nie poczekać. Tutaj wyrosną trochę
wyżej — tam znów wypuszczą parę kiełków więcej — tu jednego dnia listek rozwiną
— innego dnia inny. A panienka niech ich pilnuje.
— Ach, i jak chętnie! — wykrzyknęła Mary.
Niebawem usłyszała cichy lot w powietrzu i domyśliła się
od razu, że to gil. Był strasznie śmiały, ożywiony i skakał tak blisko jej
nóg, i przechylał główkę, tak przebiegle na nią patrząc, że dziewczynka spytała
ogrodnika:
— Jak myślicie, czy on mnie pamięta?
— Czy pamięta panienkę? — odrzekł Ben oburzony. — Toć on
zna każdy głąb kapusty w ogrodzie, a nie miałby znać ludzi! Przedtem nigdy on
tu nie widział dziewczyny, więc teraz sobie postanowił panienkę poznać. Przed
nim to i nie trzeba nic ukrywać.
— A czy w tym ogrodzie, w którym on ma gniazdko, też już
roślinki puszczają kiełki? — dopytywała Mary.
— W jakim znów ogrodzie? — zamamrotał stary,
przybierając swój niemiły wygląd.
— No, w tym, gdzie to rosną stare krzaki róż. — Nie
mogła powstrzymać się od pytania, tak bardzo bowiem pragnęła wiedzieć coś
pewniejszego. — Czy tam wszystkie kwiatki umarły, czy też jeszcze niektóre
ożywiają się na wiosnę? A czy są tam zawsze róże?
— Niech panienka zapyta jego — i Ben
Weatherstaff skinął głową w kierunku gila. — On jeden coś o tym wie. Nikt inny
nie zajrzał tam od dziesięciu lat.
— Dziesięć lat to strasznie dawno — myślała Mary. Ona
się urodziła dziesięć lat temu.
![]() |
| Było to coś w rodzaju kółka z mocno rdzą okrytego żelaza lub mosiądzu (str. 67). |
Odeszła
zwolna, pogrążona w myślach. Zaczęła lubić ów ogród, tak samo, jak zaczęła
lubić gila i Dicka, i matkę Marty. Zaczęła lubić i Martę. Strasznie jakoś dużo było do lubienia — tym
bardziej, jeśli się przedtem nikogo i nic lubić nie umiało. O gilu myślała, jak
o «osobie». Poszła na swój ulubiony spacer, wzdłuż długiego, okrytego bluszczem
muru, ponad którym dostrzec mogła wierzchołki drzew; a kiedy drugi raz
przechodziła wzdłuż muru, spotkało ją coś dziwnego i podniecającego, a wszystko
przez ogrodnikowego gila.
Usłyszała świergot, a spojrzawszy na ogołocony klomb, po
lewej ręce ujrzała ptaszka skaczącego i udającego, że wydziobuje coś z
ziemi, żeby czasem nie myślała, że za nią tu przyleciał. Ale Mary wiedziała, że
właśnie za nią podążył, i zdumienie, a równocześnie radość taka ją opanowała,
że poczęła drżeć.
— Więc mnie pamiętasz! Pamiętasz! — wołała radośnie. —
Jesteś najśliczniejszy na całym świecie!
Świergotała, szczebiotała, przypochlebiała mu się, a on
skakał i ogon rozkładał, i ćwierkał. Zdawało się, że rozmawia. Czerwona
kamizelka jego była jak jedwabna, a drobną pierś wydymał i puszył się, i był
przy tym taki drobny, a taki śliczny, jakby rzeczywiście chciał jej pokazać, że
to gil może być podobny do człowieka. Mary zapomniała, że kiedykolwiek w życiu
była rozkapryszona, gdy ptaszek pozwolił jej coraz więcej do siebie się zbliżać
i nachylić się, i rozmawiać, i usiłować wydawać dźwięki do świergotu jego
podobne.
Och! i pomyśleć, że ptaszek pozwolił jej tak blisko do
siebie podejść! Wiedział on dobrze, że za nic na świecie nie wyciągnęłaby do
niego ręki i nie wystraszyła najdrobniejszym ruchem. Wiedział, bo był jak
prawdziwy człowiek — tylko z wszystkich ludzi najśliczniejszy. Mary tak była
szczęśliwa, że lękała się odetchnąć.
Klomb nie był zupełnie pusty. Nie było w nim tylko
kwiatów — zaś zimno trwałe przycięto. Były jednakże od tyłu klombu mniejsze i
większe strzyżone krzewy, a podczas gdy tak gil skakał wśród nich, Mary
spostrzegła, że przeskoczył grudkę świeżo poruszonej ziemi. Przystanął na niej,
by poszukać owada. Ziemia była poruszona przez psa, który polował na kreta i
wydrapał głęboką jamę.
Mary patrzała, nie wiedząc, skąd się tu wzięła taka
głęboka dziura, a patrząc, dostrzegła coś na wpół zagrzebanego w świeżo
wyrzuconej ziemi. Było to coś w rodzaju kółka z mocno rdzą okrytego żelaza lub
mosiądzu, a gdy ptaszek pofrunął na pobliskie drzewo, Mary wyciągnęła rękę
i przedmiot ów podniosła. Było to jednak coś więcej, niż kółko; był to
stary klucz, który wyglądał tak, jakby od dawna był zagrzebany w ziemi.
Mary stała i przestraszona przyglądała się wiszącemu jej
na palcu kluczowi.
— A może go zagrzebano dziesięć lat temu — rzekła sobie
w duchu. — Może to klucz od ogrodu!


.Adrian Gogola obecny
OdpowiedzUsuńAmelia Tokajobecna
OdpowiedzUsuńKuba Marciniak obecny
OdpowiedzUsuńNicola W obecna
OdpowiedzUsuńKajetan husar obecny
OdpowiedzUsuń